Cieszę się, że jesteś zainteresowany pogłębieniem tematu o różnorodności. Przeczytaj esej i zrób zadanie, aby zwiększyć swoją zdolność do czerpania z różnorodności.

Jac Jakubowski

Esej o budowaniu kontaktu z innym

Każdy człowiek jest dla nas „tym innym”. Jeśli chcemy go zrozumieć, to stanowi on psychologiczne, poznawcze i emocjonalne wyzwanie. Jak podołać trudowi rozumienia ludzi, którzy są pod jakimś względem inni niż my? Ja czerpać z tego prawdziwą frajdę?

Mózg plemienny, a wyzwanie globalne

Nic dziwnego, że budowanie kontaktu z każdym, kto jest od nas pod jakimś względem inny, stanowi wysiłek. Nasz mózg kształtował się,  gdy nasz świat społeczny był względnie prosty, znaliśmy 100-200 osób z tej samej kultury (nasze plemię). Ewolucyjnie dość szybko przyzwyczailiśmy się do jasności: kto jest kim, komu co wolno, kto ma jakie zadania. Nauczyliśmy się ze sobą rozmawiać. A potem… zaczęliśmy tworzyć sztukę, produkować narzędzia, handlować nimi, a zatem wędrować coraz dalej poza nasze tereny łowieckie. Zaczęliśmy się mieszać i krzyżować z innymi, nawet obcować z innymi gatunkami (neandertalczycy). Stworzyliśmy rozbudowaną własność i państwa, wzmocniliśmy odmienności kulturowe. Teraz świat jest bardzo skomplikowany społecznie. Mamy różne sposoby pojmowania świata, odmienne wzory reakcji, języki i normy oraz wartości. Tymczasem nasz mózg jest nadal tym, który powstał dla obcowania z 300 względnie podobnymi osobami.

Naszą racją bytu, naszym wyzwaniem cywilizacyjnym i ludzkim jest wzajemna współpraca, globalizacja, wymiana. Inne kultury, rosnące różnice międzypokoleniowe, zmiana ról społecznych kobiet i mężczyzn, nowe zawody: to wszystko jest problemem i wielką szansą na uczenie się, rozwój i nowy sposób budowania bezpieczeństwa fizycznego i psychologicznego.

Dwie drogi wzajemnego poznania

Mamy dwa uzupełniające się mechanizmy poznawania innych. Pierwszym jest schematyzacja, budowanie wzorców reakcji i interpretacji cudzych zachowań. Te schematy powstają w oparciu o uogólnione doświadczenie i przekaz od rodziców oraz ten płynący z najbliższej nam kultury. Kierowanie się nimi jest to ścieżka szybka i odruchowa, wchodzimy na nią bez namysłu, w zasadzie niezbyt świadomi, że tak robimy. W tym sensie jest ekonomiczna. W stabilnym świecie jest to dobra metoda na osiąganie oczekiwanych rezultatów, ale nie zawsze. Sprawdza się raczej wtedy, gdy działamy w znanym, względnie jednorodnym środowisku. Problem w tym, że teraz wiele środowisk społecznych nie jest ani stabilnych, ani jednorodnych. Dlatego coraz częściej obserwujemy naszą nieprzystawalność, nieadekwatność. Co zatem, gdy już wpadniemy w sidła schematyzacji? Na szczęście…

Mamy jeszcze drugi mechanizm rozpoznania sytuacji i człowieka w niej: jest nim empatia. To droga poznania bardziej bezpośredniego, przez osobiste doświadczenie. Spotkanie empatyczne to spotkanie się poza znanymi schematami. Polega na odzwierciedlaniu emocji drugiej osoby poprzez wchodzenie w swoisty rezonans. A ponieważ emocje sygnalizują nasze potrzeby, to empatia pozwala na adekwatniejsze ich wzajemne zaspokajanie, na obdarowanie się tym, czego faktycznie potrzebujemy, a nie tym, co wynika z  naszych dawnych doświadczeń. Jednak prawdą jest, że na empatię musimy wydatkować więcej energii i czasu. Ta droga wymaga też zaangażowania jednego z najbardziej deficytowych naszych zasobów: uwagi. Jeśli chcesz zrozumieć siłę empatii, to zanim zareagujesz, zatrzymaj się! Poświęć komuś uwagę i słuchaj. Nie wydawaj za szybko osądów, nie reaguj impulsywnie. Po prostu bądź.

Ale skoro to takie męczące, to po co się tak wysilać? Skąd wiadomo, że ta gra jest warta świeczki? Robimy to, aby być skuteczniejszym, bardziej osadzonym w sobie, otwartym na niepewność, spełnionym. Dzięki takiemu bezpośredniemu spotkaniu możemy doświadczyć cennych wartości: akceptacji, uwagi i zrozumienia. Wydatkujemy energie, ale też ją dostajemy. Ta bezpośrednia, empatyczna  droga poznania umożliwia też efektywne społeczne uczenie się, zwiększa naszą elastyczność i adekwatność, a zatem – daje poczucie, że „ogarniamy świat”. Daje siłę. Sam osądź,  czy warto?

Tolerancja czy empatia czyli o niebezpieczeństwach posługiwania się schematami

Większość ludzi twierdzi, że jest tolerancyjna. Jednak idea tolerancji, choć piękna, jest dalece niewystarczająca, aby naprawdę dogadywać się z „innym”. Tolerancja może leżeć blisko obojętności. Może być rodzajem łagodnego oddzielenie się od kogoś. Tymczasem dogadywanie się w głębszym tego słowa znaczeniu to znaczy wspólne przemyśliwanie i wspólne przeżywanie tego procesu. Wejście w kontakt.  Czasem porozumienie z „innym” wiąże się z wewnętrznym przyzwoleniem, aby ktoś na mnie wpłynął, abym zmieniła stosunek do kogoś i czegoś, aby ten ktoś mnie przekonał lub wzbudził mój zapał. Abym go obdarzyła zaufaniem. Czasem musimy dać się poznać nie tylko z tej „warownej” strony, ale naprawdę otworzyć dostęp do siebie samego: ujawnić emocje, swoje mocne strony, ale też wątpliwości i słabości. To oznacza nie tylko pokazanie siebie, ale też zobaczenie drugiego człowieka poza stereotypami, schematami i ocenami. Ostatecznie chodzi o świadome korzystanie z różnorodności w naszym otoczeniu. My też z tego korzystamy na dwa sposoby: uczymy się, ale też nabieramy odwagi odwagę bycia kimś „innym” dla kogoś i bycia w tej relacji sobą.

Egzotyka czyli depersonalizacja

Co się dzieje, gdy patrzę na kogoś, kto jest dla mnie egzotyczny? Na Innuitę, na bogatego przedsiębiorcę naftowego z Texasu, światowej sławy celebrytę pop muzyki, myśliwego znad Bajkału, mnicha tybetańskiego, afgańską kobietę w czarczafie spoglądającą zza swej czarnej kratki w długiej szacie lub egipskiego fellaha? Przede wszystkim widzę jego lub jej egzotyczność. Kieruję się moim wyobrażeniem o nich. I żebym nie wiem jak się starała, to ich odmienność wybija się na plan pierwszy. Jestem tolerancyjna, więc oczywiście nie oceniam ich od razu, ale czy rozumiem ich jako ludzi? Widzę uczciwie, że mój emocjonalny rezonans jest słabiutki, że są dla mnie trochę jak postaci ze starych filmów, i naprawdę trudno mi się z nimi identyfikować. Tak działa mózg: czym mniej emocji wkładamy w budowanie kontaktu, czym mniej mamy wspólnych spraw, tym szybciej uruchamiamy upraszczające, choć czasami uwodzicielsko barwne schematy.

Trochę podobieństwo, trochę różnic czyli potrzeba, aby kogoś „naprawiać”

Gdy ktoś jest egzotyczny, to często nawet trudno nam się porównywać. Ale jak reagujemy na ludzi z naszej kultury, w pewnym sensie podobnych, ale życiowo w odmiennej sytuacji? To podstawowe pytanie o wrażliwość społeczną – jedną z ważnych form empatii.

Wyobrażam sobie rolnika z byłego PGR (ledwie) żyjącego z zasiłku i nadużywającego wina marki Wino, który od lat już nie ma porządnej pracy albo młodego, zapalonego narodowca czy też przywalona problemami kobietę po wielu latach w psychiatryku. A może autystycznego młodzieńca, technokratę (test dla emocjonalnych wrażliwców) i artystę z nerwami pod samą skórą (test dla tych, którzy uważają się za praktycznych i konkretnych). Oni też są „inni”, trochę jak z innej planety, mało o nich wiem. I w tym przypadku niejednokrotnie widzę tylko związane z nimi stereotypy. Ale ponieważ są bardziej z mojego świata, więc jednocześnie budzą we mnie sporo emocji, z których jedną z ważniejszych jest obawa. Czuję przecież, że to, co robią, jak się zachowują obchodzi mnie bardziej, niż na przykład wartości Egipcjanina znad Nilu. Wiem, że dobrze byłoby się nawzajem zrozumieć. Ale często przykładam ich sposób komunikowania się do moich kryteriów poprawności, jasności, sensowności. Oceniam ich higienę i zaradność. I nagle mogę zauważyć, że oczekuję po nich zachowań bardzo podobnych do moich. Niech sobie będą inni, ale jeśli mamy razem coś zadziałać, to niech będą bardziej podobni do mnie! Bo mózg chciałaby „iść na skróty” i zastosować wobec nich jeden ze schematów którymi opisujemy samych siebie. Jednak, wobec różnic napotyka niespodziewany opór. A to budzi złość lub bezradność. To prowadzi do podziałów i nie jest bezpieczne dla nikogo z nas. Możemy zatem potraktować ćwiczenie nawiązywania kontaktu z innym jako trening i mózgu i duszy. 

Podobieństwo czyli zatarcie granic między nami.

A jeśli już mam to szczęście, że obcuję z kimś baaardzo podobnym, to czy problem schematów myślowych i emocjonalnych znika? Niezupełnie. Teraz grozi nam zatarcie granic miedzy nim a mną, co w psychologii nazywa się przeniesieniem lub projekcją. widzę, że jednak nie jest on mną? (Jeśli kogoś ten watek zainteresuje szczególnie, zapraszamy do poczytania artykułu o przeniesieniu oraz eseju o  projekcji). Czy widzę, ze On może mieć inne potrzeby i uczucia?  Również tu łatwo złapać się we własne sidła. Podobnym osobom przypisujemy wiele własnych cech i przeżyć. Jednocześnie łatwo „zarażamy” się ich odczuciami traktując je jak własne. Nieświadomie gubimy się: gdzie są między nami granice? Co Ty czujesz, a co ja czuję? Czego Ty potrzebujesz, a czego ja potrzebuję? Często sądzimy, że czują tak, jak my, że potrzebują tego, co my. 

Między swoistą nieczułością sytuacji pierwszej, pedagogiczno-naprawczym zapałem sytuacji drugiej a nadwrażliwością sytuacji trzeciej jest pewne podobieństwo: tracimy z oczu realnego partnera.

Empatia  to uczenie się innego

To ważne, abyśmy ćwiczyli empatię jako narzędzie poznania. Empatia nie oznacza zgody. Wówczas nie tylko lepiej rozumiemy, z kim mamy do czynienia, ale też głębiej poznajemy samych siebie, a szczególności swoje mocne strony. I możemy uczyć się, jak uczyć się szybciej.

Zadanie: 

Chcę Cię zaprosić, abyś poobserwował, jak dbasz o swoje granice i własne wzory emocjonalne w kontakcie z cudzymi emocjami. Przez kilka dni poświęć chwilę czasu na autorefleksję w różnych życiowych sytuacjach. Co czujesz, gdy jakaś w miarę istotna osoba złości się, wścieka, irytuje w twoim towarzystwie? A co dzieje się z Tobą, gdy obcujesz ze smutkiem ? Jak reagujesz, gdy osoba koło Ciebie przeżywa strach, obawę, niepokój? A radość? Czy w tym przypadku możesz zauważyć jakieś wzory? Wiadomo, że to zależy od natężenie uczuć, od relacji, od Twojego samopoczucia tego dnia. Ale być może zauważysz jakieś wzory, jakieś prawidłowości. Jak reagujesz najczęściej? Proponuję Ci pracę z poniższą tabelą.

By ją uzupełnić, przyjmijmy następujący kod:
1. „Zarażam się”, czuję to, co On/Ona.
2. Odcinam się, staram się, aby nie zwracać uwagi na Jej/ Jego uczucia i sposób ich wyrażania.
3. Odcinam się, oceniając Go/Nią negatywnie.
4. Towarzyszę Mu/Jej, odzwierciedlając uczucia w pewien sposób, ale pozostając w równowadze i świadomości, że to nie moje uczucia.
5. Inne – jakie?
Oraz ST – strach, Z – złość, SM smutek, R – radość

 

ST Z SM R
1
2
3
4
5



Czy chciałbyś coś zmienić w obszarze swoich nawyków emocjonalnych towarzyszących przeżywaniu uczuć przez innych? Czy możesz z kimś o tym porozmawiać?